Rok 2020 przez większość z nas zostanie zapamiętany jako nadzwyczaj specyficzny. Jestem jednak całkowicie przekonany, że Magda i Dawid z pewnością znajdują się w mniejszości i ślub będzie jednym z najważniejszych momentów ich życia. I o ile obostrzenia epidemiologiczne są zauważalne na fotografiach, to jednak radość emanująca od Panny Młodej i niezwykle szczery uśmiech Pana Młodego mają dodatkową możliwość wybicia się pośród skrywających twarzy w maseczkach.

Wszystkim Parom, które mam zaszczyt fotografować w trakcie pandemii powtarzam, że ten czas jest nadzwyczaj pozytywny, ponieważ ich dzień jest odskocznią od życia codzinnego dla wszystkich Gości, a przyszłe pokolenia z historyczną ciekawością będą dopytywać się „czemu wszyscy mają maseczki na twarzy?”.

Jak poznali się nasi Bohaterzy?

Kilka lat temu w drodze na imprezę studencką snułam z koleżanką plany skupienia się w najbliższym czasie wyłącznie na studiach i nauce. Jak to często przewrotnie bywa, był to dzień, w którym poznałam mojego przyszłego męża. Spędziliśmy cały wieczór tańcząc i rozmawiając. Dawid zaproponował mi kolejne spotkanie, jednak ja byłam nieugięta. Zapisał mi więc swój numer na wypadek gdybym zmieniła zdanie, choć chyba nie miał dużych nadziei, że tak się stanie. Do dziś mam w głowie widok jego smutnej miny, gdy oznajmiłam mu, że muszę już pędzić na tramwaj. Wydaje mi się, że to był ten impuls, który sprawił, że nie wytrwałam długo w swoich postanowieniach i już kolejnego dnia napisałam do Dawida (i namowy koleżanek, które nazywam “matkami chrzestnymi” naszego związku). Niedługo później spotkaliśmy się na naszej pierwszej prawdziwej randce. Romantyczny spacer, oglądanie gwiazd na starym pasie startowym. Od razu między nami zaiskrzyło. Wtedy jeszcze nie mogłam przypuszczać, że cztery lata później w tym samym miejscu zapyta mnie, czy zostanę jego żoną.