Z niecierpliwością czekałem na moment kiedy podzielę się z Wami reportażem ślubnym Mateusza i Urszuli. Nie tylko dlatego, że jestem niesamowicie zadowolony ze swojej realizacji (nie zawsze trzeba być skromnym!), ale przede wszystkim dlatego, że udało mi się uchwycić prawdziwe piękno miłości dwojga ludzi. Spójrzcie tylko na emocje, które towarzyszyły im w trakcie zdjęć plenerowych i jak prawdziwie patrzyli na siebie przysięgając dozgonną wierność. Takich rzeczy po prostu nie da się udawać. Przekonajcie się sami, zaraz po tym co napisali o sobie nasi piękni aktorzy swojego ślubu.

Zakochaliśmy się podczas mroźnej sylwestrowej nocy, kiedy kolorowe fajerwerki ozdabiały atramentowe niebo. Wówczas, po raz pierwszy poczułam ciepło Mateusza, gdy otulał mnie swoim przydużym płaszczem. On jednak, poczuł je już wcześniej dotykając mojej dłoni. Z tamtej nocy pamiętam jak nieśmiało bawił się kosmykiem mych włosów podczas tańca, a także zapach mandarynek na koniuszkach palców. Każdą z małych pomarańczowych kulek skrzętnie obierałam, a następnie przedzielałam na pół – ta dla mnie, ta dla ciebie. Nie wiedziałam jeszcze, że będę tak robić przez całe moje życie, że od tej pory wzajemnie będziemy się dzielić i obdarowywać. A później? Później nastąpiły bezskuteczne próby nauczenia mnie jazdy na łyżwach, kiedy cierpliwie podnosił mnie z tafli lodu, a nawet pomagał założyć i zasznurować moje prywatne pantofelki kopciuszka ; ) I tak cudownie kosztowaliśmy smaku pierwszego zauroczenia, lecz w niedługim czasie musieliśmy się nauczyć, że wzajemna fascynacja to nie wszystko, że w życiu aby być razem, a nie obok potrzeba czegoś więcej – przyjaźni, poświęcenia i zaufania. Mateusz i ja, jesteśmy ze sobą, nie dlatego, że się kochamy, lecz dlatego, że chcemy się kochać codziennie, na nowo, w inny niż wczorajszy sposób.