Kilka lat temu zaczynając wpis, z pewnością nie napisałbym, że listopadowa relacja mogła odbyć się w na tyle ciepłym klimacie, że model miał na sobie tylko koszulę (pomimo zdjęć plenerowych). Na efekt cieplarniany nie mam jednak wpływu i dzięki temu mogę przedstawić Wam sesję narzeczeńską Ewy i Sebastiana w przepięknej (ciepłej!) jesiennej scenerii Podkarpacia. Ta relacja jest nagrodą za zwycięski komentarz w konkursie związanym z zakończeniem wakacji. Poznajcie bliżej bohaterów w krótkim opisie swojej historii. Zapraszam!

 

Jak poznali się narzeczeni?

Poznaliśmy się na studiach 7 lat temu dość standardowo na imprezie. Ale wtedy nikt by nie powiedział że stworzymy kiedykolwiek parę. Potem, zaprosiłam go na wesele do rodziny, później on się odwdzięczył się podobną ofertą. Dziś już sami nie wiemy na ilu weselach byliśmy razem. Spotykaliśmy się też często przez przypadek gdzieś na mieście. W dalszej części było mnóstwo zwrotów akcji w naszej historii aż w minione wakacje Sebastian uznał, że chce mnie słuchać przez całe życie.

On jest bardzo dokładny, gdy coś robi, np. kiedy gotuje, czy naprawia. Nie uznaje zasady „jakoś to będzie”. Wszystko ma być tak jak należy!

On o mnie by pewnie powiedział: „przy ludziach miła urocza kochana osoba”. A już w domu pokazuje charakterek.

Nasze plany – życie bywa tak zaskakujące że nie ma co wybiegać za bardzo w przyszłość. Jednak cel mamy jeden: żyć razem i szanować się w tym dość trudnym dziś świecie.
Myślę, że łączy nas podobne podejście do wielu spraw. Obydwoje lubimy podróżować, jesteśmy w stanie wyszukać bilet i polecieć w kolejne miejsce bez jakiś dłuższych przygotowań.

Myślę, że też każde z nas w jakiś sposób się w tym związku zmieniło.